Curriculum Vitae?

Urodziłem się w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku w nie za dużym miasteczku na pograniczu Małopolski i Śląska. Tam rozpoczęła się moja droga, która jest celem. Droga, której kresu nie znamy.

Chodziłem do szkół - jak wszyscy z tym, że niektórzy robią to szybciej. Mnie zajęło 20 lat (bez przedszkola). Później, ze zmiennym skutkiem, kontynuowałem edukację na uniwersytecie codziennego życia.

Moja kariera zawodowa była burzliwa, aczkolwiek monotematyczna. Zmiany następowały zwykle w cyklu 5 letnim. Zakładów pracy nie zmieniałem zbyt często, stołki - tak. Po początkowych młodzieńczych wzlotach nastąpił gwałtowny upadek. Na szczęście nie trwał zbyt długo. Dziś z przerażeniem patrzę na znajomych z tego okresu mojego życia, wstyd mi się przyznać do tych znajomości. To w większości nieudacznicy z poplątanymi życiorysami, alkoholicy.

Później moja kariera zawodowa ustabilizowała się z lekką tendencją wzrostową.

Moje zainteresowania pokrywają się z wykonywanym zawodem. I od tego słodziutkiego mili, mli obrazka można by ogłupieć, ale na szczęście jest jeszcze coś - Bieszczady. Z wyboru stałem się nizinnym (z racji miejsca urodzenia) góralem (z powodu miejsca zamieszkania). Nieprzerwanie zachwycają mnie urocze krajobrazy z Haliczem, Tarnicą, Rawkami. Urzekają tajemnicza Matragona, wdzięczna Hyrlata. Wciąż odkrywam w Bieszczadach nowe góry, soczystość wiosennej zieleni na połoninach, jesienną paletę barw bieszczadzkich lasów. Interesuje mnie historia tych ziem. Nie jest to fascynacja, raczej flirt, który czasami roznamiętnia.

Jedną nogą jestem w przeszłości, w niezbyt odległej, acz ubiegłowiecznej. Ma druga noga stąpa trzeźwo w teraźniejszości - w dobie komputerów, internetu. Siedzenie okrakiem na granicy wieków jest zajęciem fascynującym. Spełniam się jako obserwator. Dobrze czuję się w tej roli. Moje interakcje z rzeczywistością są niedbałe. Nie przywiązuję wagi do dóbr doczesnych, nie gonię za blichtrem dnia codziennego. Nie dla mnie kasa, szybkie auta i łatwe kobiety. Nie dla mnie sznur samochodów. Wolę samotność. Pewnie dlatego moje życie to nic ciekawego. Pospolitość, szarzyzna. I dobrze mi z tym na co dzień. "Od święta" zaś zdarzają się drobne wybuchy szaleństwa, zatracenia w rozkoszy, egocentryczne ucieczki w głąb własnej osobowości.

Dotąd dotarłem, tu jestem na swej drodze życia. Drodze może nie usłanej różami, ale też  niezbyt wyboistej. Nie wiem co mnie czeka za najbliższym zakrętem. Ba, nawet nie wiem, czy jest jakiś zakręt.

Nie potrafię pisać własnego życiorysu. Robi to ktoś inny, tam w niebiesiech, a nam naiwnym tylko wydaje się, że nasz los spoczywa w naszych rękach. Możemy tylko dokonywać wyboru drogi, choć nie do końca jestem tego pewny. Czasami odnoszę wrażenie, że ktoś stoi za plecami, podgląda nasze karty, przemyca "Czarnego Piotrusia".

Potrafię jedynie obserwować i jak lustro odbijać obrazek zewnętrznego świata strzegąc własnej intymności. Czasami odkrywam się gdy mam ochotę wyć i  muszę się wykrzyczeć. Wstydliwie przelewam wówczas swe myśli na papier.

Jan Kowalski

Pisałem w Lesku, sobota, 30-10-04